strona: główna archiwum zmian na stronie
Pinta-Palce: o nas nasze osiągnięcia
wyprawy: relacje z wypraw plany wyjazdów plenery
inne: inne przyjaciele
Beskid Sądecki, Małe Pieniny, 3-11 lipca 2007
  • 4 lipca: Stary Sącz - Przechyba
  • 5 lipca: Przechyba - baza SKPB Łódź Pod Wysoką
  • 6 lipca: Baza SKPB Łódź Pod Wysoką - Chatka pod Niemcową
  • 7 lipca: Chatka pod Niemcową - Schronisko Cyrla
  • 8 lipca: Schronisko Cyrla - Hala Łabowska
  • 9 lipca: Hala Łabowska - Baza SKPB Łódź w Muszynie-Złockiem

Łódź, 12.07.2007r.

Idąc za ciosem, postanowiłem napisać również relację z wyprawy w Beskid Sądecki.
O 22:50 wsiedliśmy do niezwykle wolnego pociągu, który do Starego Sącza przywiózł nas o 8:45. W tak zwanym międzyczasie, w Krakowie, przesiedliśmy się do prawidłowego przedziału (do tej pory jechaliśmy pociągiem do Zakopanego), w którym byli już Michał i Magda, którzy wyjechali z Warszawy. W Starym Sączu oczywiście przez pewien czas nie mogliśmy znaleźć szlaku (w dużej mierze z mojej winy, ponieważ byłem święcie przekonany, że przyjechaliśmy z drugiej strony niż to miało miejsce w rzeczywistości). Ostatecznie, po zamarudzeniu ok. 40 minut znaleźliśmy się na właściwym, żółtym szlaku. Pod pierwszym napotkanym sklepem zjedliśmy śniadanie (kabanosy i sok owocowy). Zaczęło również padać. Właściwie to lało. Nie mając jednak wyboru, założyliśmy kurteczki i pelerynki i ruszyliśmy dalej. W ciężkim deszczu szliśmy ok. siedmiu godzin (rozprawiając m.in. o fotografii) zanim dotarliśmy do schroniska na Przechybie (uprzednio skręciwszy w niebieski szlak). Planowaliśmy iść dalej do Bereśnika, ale stwierdziliśmy, że jesteśmy zmęczeni po nieprzespanej nocy w pociągu, a chodzenie podczas deszczu nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy (zwłaszcza jak sporą ilość ubrań ma się mokrych). Tak też zostaliśmy zgadzając się na horrendalną stawkę 20pln. Miejsca tego NIE POLECAMY.
Następnego dnia znów zrewidowaliśmy nieco nasze plany. Mieliśmy iść w Pieniny, ale ponieważ trochę jeszcze padało, a na ścieżkach było ślisko - zrezygnowaliśmy z tego pomysłu i niebieskim szlakiem zeszliśmy do Szczawnicy. Tam w Urzędzie Miasta Magda skserowała i przefaksowała swój dowód (kserokopia potrzebna była do rekrutacji na studia), zawitaliśmy do apteki i sklepu i udaliśmy się na obiad do sympatycznej jadłodajni „Pod Siekierkami” (obiad z kompotem nie przekroczył 15pln, a był duży i smaczny – POLECAMY). Następnie udaliśmy się żółtym na Szafranówkę (tzn. Ja z Gaspem, bo Magda i Michał burżujsko wjechali wyciągiem). Stamtąd niebieskim w kierunku Jaworek. Muszę tu nadmienić, iż odcinek „Szafranówka-Durbaszka” był jednym z najpiękniejszych widoków w całej wyprawie, a na pewno najwspanialszym w Małych Pieninach (POLECAMY). Jedyny minus polegał na tym, że nasza mapa Denmartu (NIE POLECAMY) miała podane czasy przejść z kosmosu, toteż z Szafranówki do Wysokiej nie szliśmy 2h jak planowaliśmy, a 3:15h. W każdym razie przed Durbaszką dogoniliśmy „grupę warszawską” i już razem pognaliśmy dalej. Około 22:00 dotarliśmy do bazy namiotowej w Jaworkach, która szczęśliwie dla nas nie leży w samych Jaworkach, tylko sporo od nich. Ogólnie, ten niebieski, graniczny szlak jest cudny, ale były trzy bardzo nieprzyjemne zejścia (zwłaszcza, że było ślisko), podczas których musieliśmy schodzić od drzewa do drzewa. Bazę namiotową POLECAMY. Nocleg kosztował nas 6pln, ale nie chodzi tyle o cenę co o klimat jaki takie miejsca mają. Po kolacji „grupa warszawska” poszła spać, ale my z Gaspem twardo siedzieliśmy w kuchni przy herbacie. Opłaciło się, ponieważ najpierw pogaworzyliśmy z Grażynką (kobietą w sile wieku, troje dzieci, stała bywalczyni - serdecznie pozdrawiamy), a po dłuższej chwili dołączyli do rozmowy bazowy i „Jabol”. Konwersacja obfitowała w wiele śmiesznych tekstów („Mamo, Ty wiesz jak ja lubię tych Sokali”, „Jak będę starszy to wybuduję sobie basen i postawię tabliczkę z napisem „Grubym lasko wstęp wzbroniony”” – czteroletni Mateusz, „On zawsze nosi ze sobą piłę spalinową. To jego ulubiona zabawka. I zawsze bierze ze sobą olej i nikomu nie pozwala go dotykać. I zawsze nas opiernicza i mówi, abyśmy nie kupowali Steela, bo to gówno, tylko Husqvarny.”, „Gdy rąbaliśmy drewno latały siekiery, ale Jabolowi nic się nie stało. Za to zrobił sobie krzywdę zszywką tapicerską.”, „Przyjeżdża tu taki Darek, rozbija namiot w pewnej odległości od obozu, przy źródełku i praktycznie nie wychodzi z niego przez dwa tygodnie”). Około w pół do trzeciej poszliśmy spać.
Nazajutrz, jak zwykle późno (około południa) wyruszyliśmy zielonym szlakiem do Jaworek przez Wąwóz Homole (moim zdaniem miejsce mocno przereklamowane, ale może dlatego tak uważam, bo było ślisko i skupiałem się na tym, aby się nie wywalić). W Jaworkach zrobiliśmy stopa przed sklepem i wysłaliśmy stamtąd nieco absurdalną widokówkę do Ani Ferensztajn. Z Jaworków czerwonym szlakiem doszliśmy do krzyżówki z niebieskim (po drodze na polance, z której rozciągał się cudny widok, ale mocno wiało zjedliśmy kilka kanapek z pasztetem). Tam, ja z Gaspem poszliśmy niebieskim, aby wspiąć się na Wielkiego Rogacza. Natomiast Michał i Magda, którzy byli sporo za nami (przez większość wyjazdu szli sporo za nami, wszak to ich pierwsza wędrówka górska była) udali się potem czerwonym, by spać w bliżej usytuowanej Bacówce pod Obidzą. Tam jednak nie było miejsc i ostatecznie za 15pln przespali się w świetnie wyposażonym agroturystyku w Kosarzyskach. My natomiast z Wielkiego Rogacza poszliśmy dalej czerwonym na wschód i jeszcze przed zmierzchem dotarliśmy do REWELACYJNEJ CHATKI POD NIEMCOWĄ – POLECAMY (nocleg 9pln, mili właściciele, niesamowicie ciepła kuchnia z piecem i całą ścianą cynkowych kubków, brak prądu i bieżącej wody oraz spokój i brak komercyjnego podejścia do turysty niech będzie wystarczającą zachętą). Po niedługiej chwili do chatki przyszły dwie studentki II roku medycyny studiujące w Katowicach. Gadaliśmy z nimi do trzeciej w nocy. Głównie o medycynie ale także mnie zniechęcały do studiowania na SGH w Warszawie a Gaspa Transportu w Katowicach. Jedyny efekt jakie osiągnęły to mocne postanowienie, że swoich dzieci (jeślibyśmy je mieli, Ja, bądź Gasp) za żadne skarby nie pozwolimy na studiowanie medycyny („Kobiety-lekarze żyją przeciętnie 15 lat krócej od innych kobiet”). W każdym razie była to niesamowita noc (wszak Gasp obchodził swe 18-ste urodziny i dostał nawet życzenia urodzinowe od babci – o w pół do czwartej w nocy) a do Niemcówki z pewnością jeszcze powrócimy (na przykład na Sylwestra). Pozdrawiamy Dorotę („Bo ty to takim dziwnym rakiem jesteś”) i Kasię („„Moim marzeniem jest wziąć książkę i po prostu ją czytać, a nie uczyć się jej na pamięć)
Następnego dnia, tradycyjnie, wyszliśmy w południe. Idąc ścieżką wzdłuż pastwiska po chwili doszliśmy do żółtego szlaku, którym powędrowaliśmy aż do Piwnicznej. W mieście zrobiliśmy zakupy i zjedliśmy żółty ser z bułkami (myślę, że kolejność prawidłowa) na śniadanie. Tam spotkaliśmy „grupę warszawską” (która postanowiła jechać później busem do Rytra i stamtąd dojść do Cyrli), po czym udaliśmy się w dalszym ciągu żółtym na Halę Pisaną, a stamtąd w lewo czerwonym do schroniska „Cyrla” – POLECAMY. [zabawny właściciel – „Miałem bankomat, ale Rumuni mi rozpidrzyli”, tanie i smaczne jedzenie, i przyzwoita cena noclegu (spaliśmy na glebie za 8,50), jedynym mankamentem i myślę, że dość poważnym jest bliska odległość od Rytra, co czasami implikuje obecność ludzi, których mianem „górskich” w żadnym wypadku nie można nazwać. My spotkaliśmy studentów AGH („Sziaciuneczek!) i jeden z nich ordynarnie się upił i hałasował w nocy. Może pechowo przyszliśmy tam w sobotę, ale w każdym razie takich zachowań nie powinno być w schronisku górskim, tak więc POLECAMY, ale OD PONIEDZIAŁKU DO CZWARTKU] Jeszcze dodam, że zdarzyła się niefajna rzecz (ale już niezwiązana z Cyrlą) – otóż, okazało się, że w aparacie cyfrowym Magdy popsuła się matryca.
Następnie, w miarę wcześnie, bo ok. 10:30 wyszliśmy na szlak. Szliśmy czerwonym, aż do Hali Łabowskiej. W schronisku na hali posililiśmy i zdecydowaliśmy się przenocować za 17pln. Nie szliśmy dalej, ponieważ „grupa warszawska” była zmęczona, a i my z Gaspem chcieliśmy sobie zrobić „lazy day’a”. Tak więc, udaliśmy się we dwóch w kółeczko bez plecaczków (Hala Łabowska – Łomnica – Hala Łabowska). I tu wskazówka. Schodźcie niebieskim (straszliwe nachylenie), wchodźcie żółtym (idzie się dłużej, ale znacznie przyjemniej, widoki przy popołudniowym świetle są naprawdę cudne – przynajmniej w pierwszej części drogi). Idąc tym szlakiem mieliśmy sporo śmiechu z Gaspem, ale wątpię abym był w stanie oddać na piśmie nastrój wędrówki i rodzaj żartów.
Schronisko na Hali Łabowskiej jak schronisko, zatrzymujcie się tam, tylko gdy chcecie zrobić kółeczko, a jeśli nie pragniecie tego to śpijcie albo w Cyrli, albo w bazie w Złockiem. ANI POLECAMY, ANI NIE POLECAMY.
Nazajutrz udaliśmy się do bazy namiotowej w Muszynie-Złockie. Szliśmy czerwonym do Jaworzyny Krynickiej (tamtejszego schroniska z całą mocą NIE POLECAMY – najtańszy nocleg wynosi 45zł – właściwie to nie schronisko, a hotel górski). Dalej szliśmy zielonym, aż do Złockiego (rozprawiając o strajkach lekarzy). Tam, gospodarz zagadnięty o drogę pozwolił nam przejść przez swoje gospodarstwo i wskazał nam krótszą drogę do bazy. Po ok. 20min byliśmy na miejscu. Ze względu na Unię Baz spaliśmy za 4,80 od osoby. Po kolacji przysiedliśmy się do ogniska i śpiewaliśmy poezję śpiewaną o tematyce górskiej dopóki, dopóty Gaspar nie popsuł bazowej gitary (struna poszła). Gdy ludzie się rozeszli i zostaliśmy sami pośpiewaliśmy jeszcze trochę szant (jak na góry przystało) i poszliśmy spać. BAZĘ POLECAMY („nie wiadomo, którą stroną ten pies będzie szczekał”, „milordzie, wykąpiemy cię”).
Następnego dnia wstaliśmy z Gaspem rekordowo wcześnie, bo już o ósmej. Mieliśmy bowiem ambitne plany. „Grupa warszawska” postanowiła wracać już do Warszawy, a my chcieliśmy iść w Cergov na Słowacji lub w przypadku deszczu w Beskid Niski. Ponieważ padało zadecydowaliśmy iść w Beskid. Doszliśmy do Muszyny, zjedliśmy najwcześniejszy obiad w życiu (ok. 10:00) dowiedzieliśmy się wesołej nowiny, że wywalili Leppera z rządu, zrobiliśmy zapasy i kupiliśmy mapę Beskidu Niskiego, po czym pojechaliśmy za 1,03 PKS-em do Krynicy skąd chcieliśmy pojechać dalej na wschód. Niestety, napotkaliśmy poważne problemy logistyczne. Jedyny autobus na wschód jechał do Grybowa, który jest w linii prostej na północ od Krynicy. Tak więc ok. 13:00 ruszyliśmy w długą drogę do bazy namiotowej w Regiestowie (trasa liczyła ponad 30km). Jednak po ok. 1:30h wędrówki w deszczu, po śliskiej nawierzchni stwierdziliśmy, że trasa, owszem jest do zrobienia, ale byłoby to mechaniczne przebieranie nogami pozbawione przyjemności, a na miejsce byśmy dotarli całkowicie zdymani. Toteż doszliśmy żółtym szlakiem do Huzarów, a stamtąd wróciliśmy czerwonym do Krynicy klnąc niczym szewcy (tak sobie, dla żartów). W Krynicy burżujsko zjedliśmy pizzę, lody i kupiliśmy pończoszki dla Ani. Po czym poszliśmy na dworzec. Po chwili zjawiła się „grupa warszawska”, która dowiedziawszy się o naszej zmianie planów przybyła również do Krynicy i w ten sposób razem udaliśmy się do Krakowa, gdzie my z Gaspem musieliśmy się przesiąść do wagonów jadących do Łodzi. O 03:15 byliśmy na Kaliskiej i tak się zakończyła kolejna wspólna wyprawa górska.
Podsumowując, dokonaliśmy ważnego odkrycia. Otóż, spanie w schroniskach PTTK, PTSM, pod namiotem, czy w agro NIE MA SENSU. I odtąd będziemy starać się spać jedynie w BAZACH NAMIOTOWYCH I CHATKACH STUDENCKICH, gdyż w tych miejscach jest niepowtarzalny KLIMAT (no i ewentualnie w prywatnych schroniskach typu „Cyrla”).
Beskid Sądecki podobał nam się bardzo, a zwłaszcza Pasmo Radziejowej (ze względu na polanki i świetne widoczki; Pasmo Jaworzyny jest zbyt zalesione moim zdaniem). Małe Pieniny również wydały nam się cudne. Na pewno wrócimy jeszcze w te regiony (zwłaszcza do Niemcowej)!
P.S. Niepokojąca jest malejąca ilość „plecakowców” chodzących po szlakach. W Sudetach spotkaliśmy jednego, ale był to początek czerwca. W Beskidzie Sądeckim byliśmy w lipcu, a przez tydzień spotkaliśmy może 10-15 osób. Cóż, na to nie ma rady, my i tak będziemy chodzić po górach, aż do końca swych dni.
Hołk.

Arkadiusz „Sieroń”, „Mac”, „Ognisty Buhaj”, „Czuszka” Sieroń
korekta: Gaspar

wstępny plan sprzed wyjazdu

© 2001-2007 by rkplodz i SW "PP". Wszelkie prawa zastrzeżone. Publikacja tekstów i zdjęć zdjęć zamieszczonych na stronie tylko za zgodą ich autorów.